Ten jest najgorszy... spałem akurat u siebie w domu na łóżku:
Znalazłem się w przestrzeni kosmicznej, bez żadnego skafandra, w zwykłym ubraniu. Kosmos był podzielony na dwie części. Dzieliła go niewidoczna granica, przez którą nic nie mogło przedostać się na drugą stronę, nawet dźwięk na co we śnie zwróciłem szczególną uwagę. Jedyne przejście było jakąś maszyną, przez którą gdy się zbliżyłem przechodził dźwięk z całych dwóch części wszechświata. Musiałem naprawić tą maszynę. Wydawało mi się, że wygląda ona jak stół, identyczny jaki mam w kuchni. Po chwili znalazłem się na jakimś statku kosmicznym. Leżałem na plecach na jakimś blacie, dookoła było bardzo ciemno, jedynie jakaś ledwo widoczna lampa świeciła nade mną. Widziałem cienie dwóch osobników pochylonych nade mną. Przestraszyłem się. Najbardziej jednak przerażający był głos podobny do głosu jakiegoś robota, który powiedział mi żebym nie przestawał zajmować się tym czym się zajmuje i że już nie mogę się wycofać. Odrazu przyszło mi na myśl, że chodziło o to aby nie przestawać zajmować się zjawiskami paranormalnymi i rozwojem duchowym. Tak mi się wydaje do dziś.... Obraz pojazdu miałem przed oczami jeszcze jakiś czas, nawet po obudzeniu, gdy miałem otwarte oczy i czułem jak leże na brzuchu na swoim łóżku obraz ten był nadal bardzo wyraźny. Po chwili powoli znikł, ja cały trzęsłem się jakiś czas...
To jak narazie ostatni sen tego rodzaju. Miałem go prawie równo rok po pierwszym. Ciekaw jestem czy przeżyje kolejny podobny, chciałbym mimo strachu ...
sobota, 19 kwietnia 2008
ASG
Na osiedlu niedaleko kościoła strzelałem się (ASG) ze znajomymi. Na ulicy była zaparkowana jakaś niemiecka ciężarówka, schowałem się za nią. Po drugiej stronie był przeciwnik, zakradłem się od przodu samochodu i trafiłem go. Poszedłem na tył auta. Wyjrzałem
zza rogu i zobaczyłem dwie koleżanki. Strzeliłem najpierw do tej co była odwrócona przodem do mnie, w plecy nie strzelam. Dostała w brzuch, druga jak odwróciła się dostała cały magazynek za karę.
zza rogu i zobaczyłem dwie koleżanki. Strzeliłem najpierw do tej co była odwrócona przodem do mnie, w plecy nie strzelam. Dostała w brzuch, druga jak odwróciła się dostała cały magazynek za karę.
piątek, 4 kwietnia 2008
Wakacyjna przygoda
Byłem w lesie niedaleko wioski Rudziczki. Znalazłem tam jakąś kapliczkę więc wlazłem tam bez zastanowienia. Przeniosłem się jakby do innego świata, piękniejszego. Człowiek tam nie tkną swoją ręką przyrody, wszystko zieleniło się a słońce było wysoko na niebie. Brałem tam udział w jakimś wyścigu survivalowym. Dobiegłem do mety jako pierwszy, cały spocony, brudny i zmęczony. Nagrody nie było, w ogóle nic tam nie było, żadnych sędziów nic! No ale wygrałem przecież, wracam do domu. Kawałek dalej spotkałem koleżankę, która też brała udział w tym wyścigu. Tak samo cała brudna i zmęczona. Powiedziałem żeby poczekała na mnie. Poszedłem do domu szybko, zjadłem coś, wykąpałem się itp. Wróciłem po nią i poszliśmy w kierunku wyjścia z kapliczki. Przy wyjściu pocałowaliśmy, wyszliśmy przez małe okienko i poszliśmy do pobliskiej wioski. Po drodze zapytałem czy coś jadła bo ja w sumie nażarty, a ona na mnie czekała. No ale jak się okazało czekając znalazła jednego pieczarka więc coś jadła. Poszliśmy do sklepu po jakieś zakupy bo chcieliśmy iść na piknik. Kupiłem jedno malutkie ciasteczko, notes i jeszcze dwie jakieś pierdółki nikomu do szczęścia nie potrzebne. No jeszcze piwo trzeba! Tak ze cztery trzeba kupić. Są dwa Harnasie, no ale jeden otwarty, ktoś do lodówki sobie dał aby schłodzić. Kilka Lechów stoi, widzę zamknięte z kapslami jeszcze są, no ale niestety - puste butelki. Dobra trudno, więcej żarcia, nie będziemy siedzieć o jednym ciastku. Nie znalazłem nic w tym sklepie oprócz szynki, a koleżanka mięsa nie jada jak się okazało więc odłożyłem na półkę. Idę zapłacić za te cztery pierdoły. Babka w kasie mi mówi coś koło 50 zł. Już miałem płacić ale pytam "Za co kur*a 50 zł!!?? Niech mi pani może powie co ile kosztuje?" Przy sobie mam tylko 20zł. To wymienia: notes 3,15zł, wbija na kase - pokazuje 13,15zł "Co pani ku*wa robi??" - "A bo mi się pomyliło" i się śmieje dziwka. Wkur*iony wyszedłem ze sklepu z partnerką i wróciliśmy do lasu.
wtorek, 1 kwietnia 2008
Czarny las
Szedłem z kumplem przez las. Roślinność była bujna. Po chwili wyszliśmy na jakieś podwórko. Był na nim jakiś dzieciak. Wszystko wyglądało staro. Przeszliśmy szybko przez nie i znaleźliśmy się w pokrzywach, wysokich, gęstych pokrzywach. Kumpel był przede mną. Gdy przedarłem się przez nie wylądowałem na jakiejś ścieżce, w lewo prowadziła pod górkę, w prawo w dół. Za nią przede mną był drewniany płotek a za nim przepaść. W dole wiła się rzeka. Zastanawiałem się, w którą stronę iść. Zorientowałem się, że jestem na płycie zespołu KSU (?) Jak pójdę w górę będą leciały dalsze piosenki, a byłem gdzieś w połowie. Poszedłem w dół chcąc wysłuchać wcześniejszych piosenek. Schodząc po chwili zawróciłem, bo chciałem jednak iść w górę z kumplem a nie cofać się, ale już nie miałem sił iść dalej, a co dopiero pod górkę. Cała ta wyprawa okazała się survivalem. Przewróciłem się ze zmęczenia przewracając płotek i wpadając do rzeki. Kumpel zobaczył mnie i wrócił po mnie. Był po drugiej stronie rzeki, gdzie stały jakieś belki. Z wyczerpania, cały brudny przewrócił się na nie rozwalając je i wpadając do rzeki.
piątek, 21 marca 2008
Koszmar#3
Trzeci sen tego typu miałem już w domu. Tej nocy akurat rozwaliłem materac na podłodze i poszedłem spać, łóżko zbyt miękkie. Oto koszmar:
Wszędzie dookoła było ciemno. Wiem że byłem w jakimś pomieszczeniu ale nie widziałem nawet podłogi. Przede mną zobaczyłem jak przeszła jakaś postać. Była to kobieta. Świeciło lekko od niej białe światło, a przemieszczała się lewitując lekko nad podłożem. Dzięki niej widziałem gdzie są ściany. Przemieściłem się bliżej miejsca, w którym była. Tutaj było mnóstwo ścian. Jakiś labirynt normalnie. No i mnóstwo podobnych, a może takich samych postaci. Przeraziłem się i znalazłem się na jakimś łóżku. Po prawej stronie siedziała jakaś kobieta. Ta akurat nie świeciła już jasnym światełkiem lecz była ciemna. Miała długie włosy, a siedziała odwrócona do mnie tyłem. Nie wiem czemu ale przeraziłem się jej obecnością i zacząłem w panice krzyczeć coś w stylu: "Gdzie jest moje dziecko?, Co zrobiłaś z moim synem?" Przerażenie narastało, a łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu. Podniosłem rękę i chciałem ją chwycić za włosy. Okazało się, że to nie były włosy tylko spodnie wiszące na fotelu w realnym już świecie. Wiem że oczy miałem otwarte od momentu gdy leżałem we śnie na łóżku, ale nadal śniłem i nie widziałem realnego świata ...
Wszędzie dookoła było ciemno. Wiem że byłem w jakimś pomieszczeniu ale nie widziałem nawet podłogi. Przede mną zobaczyłem jak przeszła jakaś postać. Była to kobieta. Świeciło lekko od niej białe światło, a przemieszczała się lewitując lekko nad podłożem. Dzięki niej widziałem gdzie są ściany. Przemieściłem się bliżej miejsca, w którym była. Tutaj było mnóstwo ścian. Jakiś labirynt normalnie. No i mnóstwo podobnych, a może takich samych postaci. Przeraziłem się i znalazłem się na jakimś łóżku. Po prawej stronie siedziała jakaś kobieta. Ta akurat nie świeciła już jasnym światełkiem lecz była ciemna. Miała długie włosy, a siedziała odwrócona do mnie tyłem. Nie wiem czemu ale przeraziłem się jej obecnością i zacząłem w panice krzyczeć coś w stylu: "Gdzie jest moje dziecko?, Co zrobiłaś z moim synem?" Przerażenie narastało, a łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu. Podniosłem rękę i chciałem ją chwycić za włosy. Okazało się, że to nie były włosy tylko spodnie wiszące na fotelu w realnym już świecie. Wiem że oczy miałem otwarte od momentu gdy leżałem we śnie na łóżku, ale nadal śniłem i nie widziałem realnego świata ...
poniedziałek, 17 marca 2008
Koniec Świata
Byłem z rodziną we Wrocławiu w jakimś ogromnym centrum handlowym na zakupach. Nagle coś się stało, ogromny huk, jakby jakieś tornado przeszło obok, a może coś wielkiego uderzyło w Ziemię? To był początek końca świata. W centrum handlowym wybuchł pożar, dużo ludzi zginęło. Spotkałem dwóch kumpli i zacząłem z nimi uciekać. Przy wyjściu złapał nas ochroniarz i jakby nigdy nic stwierdził, że jesteśmy złodziejami i chciał nas przeszukać. No debil poprostu! Nie pamiętam jak się z tego wywinęliśmy. Na zewnątrz było jakoś czerwono, dużo gruzu i wiele pożarów. Teraz byłem pewny, że to jakiś meteoryt uderzył w naszą planetę i to akurat we Wrocław. Przebiegliśmy kawałek i zauważyłem samochód mojego ojca. Wzięliśmy go i zaczęliśmy uciekać z miasta. Ja nie mam prawa jazdy to nie prowadziłem, jeden kumpel ma ale też nie prowadził. Za kółkiem usiadł drugi kumpel, który nawet nie ma 18 lat. Wyjechaliśmy z miasta i wszystko wyglądało już normalnie przed nami, tylko że tak jakby gonił nas ogień więc trzeba było jechać z dużą prędkością. W lusterku zobaczyłem dwa "garbusy" hipisów. Samochody były pomalowane w kwiaty.
środa, 12 marca 2008
Drift
Na Prudnickim rynku byłem z dwoma kolegami z klasy. Wsiedliśmy do samochodu i chcieliśmy pojeździć trochę. Przejechaliśmy kółeczko wokół ratusza niezwracając uwagi na ludzi, których było mnóstwo. Cały rynek zapchany. Potrącając ich zaczęło nam się to podobać więc zaczęliśmy ich przejeżdżać. To nie ja byłem kierowcą ;-)
niedziela, 9 marca 2008
W dół (LD)
Wracałem od kumpla w dół ulicy, przeszedłem kawałek i zobaczyłem starszą osobę, popularnie mówiąc - babcie. Wtedy zorientowałem się że to sen choć z początku myślałem że OBE. Długo nie trwała moja radość. Zdążyłem jedynie stanąć na rękach i kopnąć tą babkę. Potem już normalny sen niestety. Doszedłem do kumpla na końcu ulicy i dalej już nie pamiętam co było.
Troll
Byłem w jakimś ciemnym i ponurym miejscu, widziałem odwróconą do mnie plecami postać. Po chwili odwróciła się powoli. Postać była z realnego świata, lecz nie będę pisał kto to taki. Nienawidzę tej osoby i brzydzę się nią, jak każdy zresztą. Widziałem jej zimną "twarz". Osoba ta zaczęła mnie dusić. Chciałem się obudzić bo to jakiś koszmar, chciałem o tym szybko zapomnieć. Obudziłem się ale sen nadal pamiętam ...
wtorek, 26 lutego 2008
Bunkier
Byłem w jakimś starym, zakurzonym, z zabitymi oknami, ciemnym domu - był to bunkier Hitlera. Był też ktoś ze mną, ja chodziłem pierwszy z jakąś świeczką i zwiedzałem a reszta za mną wystraszona. Widziałem jakieś klapy w podłodze z drewna, bardzo stare i ciężkie. Czułem się jak w jakimś nawiedzonym domu. Zwiedzałem kilka pokoi, wszedłem do większej sali, otworzyłem w niej duże drzwi a za nimi stała moja wychowawczyni. W tym pomieszczeniu była jakaś impreza, cała masa nauczycieli i chyba uczniów. Może studniówka? Po tym obudziłem się i przypomniałem sobie że kiedyś miałem już taki sen, ale w nim widziałem mniej szczegółów i nie otwierałem tych drzwi z wychowawczynią.
PS. Sry że tak długo wpisów nie było
PS. Sry że tak długo wpisów nie było
poniedziałek, 4 lutego 2008
Burza
Obudziłem się w środku nocy i wierciłem się, nie mogłem zasnąć normalnie ale jakoś nie byłem tez obudzony. Za oknem było ciemno i zaczął padać deszcz. Doszły pioruny i zrobiło się naprawdę nieciekawie. Nagle jakoś w pół śnie zauważyłem że z domu zaczęły mi wylatywać różne pierdoły, tak strasznie wiało. Obudziłem się po jakimś czasie, okna były czymś zasłonięte. Chciałem wyjrzeć przez nie, znalazłem szczelinę. Na zewnątrz zobaczyłem zaraz przy oknie okręt. Po chwili się zorientowałem że to mój model. Potem przyszedł kumpel i znalazł 2 modele, zaczął je suszyć na słońcu. Ja szukałem powodu dlaczego wyleciały. Zauważyłem że okno było uchylone. Odwróciłem się w stronę pokoju. Stał tam jakiś typek i oglądał moje ptaszniki. Złapałem go i zapytałem kim jest to rzucił na mnie jakiegoś pająka. Strzepałem go na ziemię, zaczął uciekać i chować się a musiałem go złapać bo jadowity był. Znalazłem jakiś worek. Pająk wyglądał jak chomik, siatkę zarzuciłem mu na łeb i drugą ręką złapałem go ale ugryzł mnie kilka razy. Poczułem jak jad rozpowszechnia się po moim ciele, obudziłem się...
niedziela, 27 stycznia 2008
Koszmar#2
No to drugi koszmar opisuję. Też miałem go na wakacjach 2006 i też na prochowni. Było akurat szkolenie survivalowe, zostało nas góra pięciu, sześciu. Spaliśmy w "Hiltonie", nie jest to warownia tak jak ostatnio tylko duży magazyn, w którym są drewniane łóżka i nic więcej, nie ma nawet jak zamknąć drzwi więc były otwarte a pozatym każdy może przez okno się wj*bać do środka. No ale dobra sen:
Jest dzień, słońce świeci, siedzę właśnie w tym magazynie razem z jakimś innym typkiem, jemy coś, rozmawiamy. Po drugiej stronie Hiltonu zauważyłem jakiś krzaczek, nie miał dużo liści ale był w miarę wysoki. No dobra, jemy i gadamy dalej. Po chwili patrzę ponownie na ten krzak i jest trochę bliżej. Dziwne, ale nie przejąłem się tym i dalej robie swoje. Po kolejnej chwili znów tam patrzę. Tym razem też był bliżej, ale coś mnie przeraziło, wszystkie włosy stają dęba, gęsia skórka i zacząłem krzyczeć. Tylko jakoś dziwnie, nie był to mój głos, nie był to krzyk mężczyzny czy też kobiety, nie wiem do czego porównać, mimo że już wystraszony byłem na śmierć to przez ten krzyk zaczynałem się bać jeszcze bardziej. Czułem jak strach przenika wraz z krzykiem przez moje ciało i kości. I ciągle rośnie ... obudziłem się, nie, ja się zerwałem ze snu i odrazu usiadłem na drewnianym łożu patrząc w tamtą stronę. Było ciemno i nic nie widziałem, wszyscy spali, położyłem się zapadając w niespokojny sen.
PS. Ten koszmar akurat był najmniej straszny, najgorszy był #4 ...
Jest dzień, słońce świeci, siedzę właśnie w tym magazynie razem z jakimś innym typkiem, jemy coś, rozmawiamy. Po drugiej stronie Hiltonu zauważyłem jakiś krzaczek, nie miał dużo liści ale był w miarę wysoki. No dobra, jemy i gadamy dalej. Po chwili patrzę ponownie na ten krzak i jest trochę bliżej. Dziwne, ale nie przejąłem się tym i dalej robie swoje. Po kolejnej chwili znów tam patrzę. Tym razem też był bliżej, ale coś mnie przeraziło, wszystkie włosy stają dęba, gęsia skórka i zacząłem krzyczeć. Tylko jakoś dziwnie, nie był to mój głos, nie był to krzyk mężczyzny czy też kobiety, nie wiem do czego porównać, mimo że już wystraszony byłem na śmierć to przez ten krzyk zaczynałem się bać jeszcze bardziej. Czułem jak strach przenika wraz z krzykiem przez moje ciało i kości. I ciągle rośnie ... obudziłem się, nie, ja się zerwałem ze snu i odrazu usiadłem na drewnianym łożu patrząc w tamtą stronę. Było ciemno i nic nie widziałem, wszyscy spali, położyłem się zapadając w niespokojny sen.
PS. Ten koszmar akurat był najmniej straszny, najgorszy był #4 ...
środa, 23 stycznia 2008
Wiśnie & Byk
Szedłem z kumplem gdzieś (chyba do Czech) ulicą jak się z Prudnika na Dębowiec jedzie. Zaszliśmy do pewnego momentu i byliśmy już zmęczeni, wiedzieliśmy że ostatnio ciężej było dojść do tego miejsca. Zza zakrętu wyszła matka znajomego, niosła siatki z wiśniami. Przyczepiła się do nas żebyśmy zanieśli te siaty do chaty. Fu*k. No to idziemy, ale jakoś się tym nie przejęliśmy, a taki kawał drogi przeszliśmy. Dochodzimy do jego domu, wchodzimy, zostawiamy siatki i po chwili zaatakował nas młody byk. Zaczęliśmy uciekać i walczyć z nim. Dalej nie pamiętam ...
czwartek, 17 stycznia 2008
Jarocin
Jechałem autostradą na trzykołowym rowerku, na przyczepce siedział kumpel z gitarą. Zobaczyłem znak z napisem "Jarocin", trzeba było skręcić w lewo, pojechaliśmy na koncert. Za nami jechał chyba jakiś SKOT. Nasz rowerek to był Sd.Kfz 250 lub 251 (eh, mam manie na punkcie tego wozu). Ludzie oglądali się co to jedzie, zamiast gitary kumpel trzymał teraz karabin. Rynek Jarocina wyglądał jak w Prudniku. Wjechaliśmy do jakiegoś garażu i uzupełniliśmy zapasy. Dalej jadąc przez rynek spotkałem innego kumpla, który powiedział że po drugiej stronie ratusza leją się i jest tam mój kolejny kumpel. Pojechałem tam, zobaczyłem kolegę, który chciał gonić jakiegoś typka. Inny zatrzymał go to bez zastanowienia wyskoczyłem z pojazdu i zacząłem go bić. Wszystko w tym momencie było bardzo zwolnione aż nie do wytrzymania.
piątek, 11 stycznia 2008
Ucieczka
Byłem na szkoleniu survivalowym u Sierżanta (postać prawdziwa*). Rozłożyliśmy bazę w lesie i poszedłem z 3 łebkami, bo to jeszcze dzieci były i Sierżantem kawałek dalej w las, prowadził nas gdzieś. Szedłem ostatni i odwróciłem patrząc się w stronę bazy. Zauważyłem że drogą w tamto miejsce podjechał jakiś czarny samochód. Na dachu miał żółtą syrenę i ją włączył bez dźwięku. Odrazu rzuciłem hasło "Gleba!". Jeden tylko kretyn stał i się gapił jak wryty. Po chwili pociągnąłem go do ziemi, niech poczuje grawitację zj*b. No ale zauważyli nas. Zaczęliśmy wszyscy uciekać, to nie była ani zabawa ani szkolenie, na serio chcieli nas zabić. Sierżant gdzieś się stracił. Zbliżała się noc, zalęgliśmy gdzieś w większej dziurze. Gdy się ściemniło ruszyliśmy dalej. Zobaczyłem ogień, ognisko i chyba 3-4 osoby przy nim. Podbiegłem szybko i zacząłem ich wyzywać gasząc z buta ogień. Usłyszałem jakiś pojazd i kazałem się schować pod korzeniem w dziurze. Widziałem tylko, że po chwili uciekł jakiś typek: Dr. jakiśtam, zostało nas trzy osoby razem ze mną. Nieznajoma babka i koleś. Nie wiem co się stało z resztą. Po chwili przejechał nad nami Niemiecki wóz opancerzony Sd.Kfz. Potem przeszło kilku Niemców obok. Nie wiem co się z nami stało bo na koniec snu widziałem tylko losy Sd.Kfz. Jechał on dalej przez las, wyjechał na drogę i wjechał do jakiejś wiochy. W środku siedział niemiec, który prowadził wóz i polak obok. Szkop mówił coś przez megafon po niemiecku, polak powtarzał to po polsku tłumacząc. Nie był on jednak zaprzyjaźniony więc nie tłumaczył tego co mówił tylko wygadywał pierdoły typu "jutro będzie zaj*bista pogoda, prócz tego tornada co rozje*ie pół polski" itp. No a koniec był najlepszy: Na drodze stała bramka jak na boisku, wóz przejechał przez nią, przez megafon słychać było "Gool!" i na tym koniec snu. Obudziłem się o 7:19 mając budzik nastawiony na 7:20.
*zawszę daję imiona fikcyjne ale tego znają nieliczni z moich znajomych więc spoko.
*zawszę daję imiona fikcyjne ale tego znają nieliczni z moich znajomych więc spoko.
Tatuaże
Ostatnio cicho siedziałem ale dziś za to dwa sny.
Ja w tym śnie nie brałem udziału. Główną rolę grał jakiś typek, który miał dziwny sen. Był on w jakiejś stoczni. Starej, opuszczonej ale zadbanej. Potem spojrzał na mapę i kapnął się, że był kiedyś w tej stoczni ale w budynku obok, podobnym do tego. Po tym incydencie zaczęło mi coś świtać. Typek obudził się. Na ciele miał kilka tatuaży, a gdy wstał zaczęły pojawiać się nowe. Były to jakieś dziwne znaki. Wtedy już byłem pewny, że miałem taki sen już. Przez ten czas co nie pisałem to wiem tylko, że miałem zaje*isty sen, ale go nie pamiętałem. Teraz wiem że ten dzisiejszy sen był jego kontynuacją! No ale dalej: Koleś wstał, nie wiem co czół i o czym myślał. Miał on dziewczynę czy tam żonę, wróciła ona chyba z zakupów i weszła do domu, on do niej coś gadał ale nie patrzył na nią. Ja natomiast widziałem jej twarz. Była piękna, zgrabna ale pierwsze co się rzucało w oczy to właśnie - jej oczy. Wielkie dookoła jakby pomalowane na czarno, to jakiś horror. Coś musiało w nią wstąpić. Nie był to jakiś jeb*ny szatan, ani zły duch czy demon. Nie było to zarazem coś dobrego. Nie wiem jak to nazwać i opisać. Jakby nie miała duszy w sobie, ale nie była podobna do jakiejś lalki z wystawy, czy do "atrap ludzi" jak opisuje to Sugier ... a może? No sam już nie wiem, ale to wystarczyło wszystko żeby zaliczyć ten sen do koszmaru*. Bałem się i obudziłem, było po 2:00 w nocy.
*zaliczam sen do koszmaru, ale nie są one takie jak sny opisywane pod tytułami "Koszmar#numer"
Ciekaw jestem czy wy też macie tak, że na drugą noc, lub po kilku akcja jednego snu toczy się dalej. Ja wraz z tym snem miałem tak dwa razy. Jeśli ktoś miał coś podobnego to niech napisze w komentarzach!
Ja w tym śnie nie brałem udziału. Główną rolę grał jakiś typek, który miał dziwny sen. Był on w jakiejś stoczni. Starej, opuszczonej ale zadbanej. Potem spojrzał na mapę i kapnął się, że był kiedyś w tej stoczni ale w budynku obok, podobnym do tego. Po tym incydencie zaczęło mi coś świtać. Typek obudził się. Na ciele miał kilka tatuaży, a gdy wstał zaczęły pojawiać się nowe. Były to jakieś dziwne znaki. Wtedy już byłem pewny, że miałem taki sen już. Przez ten czas co nie pisałem to wiem tylko, że miałem zaje*isty sen, ale go nie pamiętałem. Teraz wiem że ten dzisiejszy sen był jego kontynuacją! No ale dalej: Koleś wstał, nie wiem co czół i o czym myślał. Miał on dziewczynę czy tam żonę, wróciła ona chyba z zakupów i weszła do domu, on do niej coś gadał ale nie patrzył na nią. Ja natomiast widziałem jej twarz. Była piękna, zgrabna ale pierwsze co się rzucało w oczy to właśnie - jej oczy. Wielkie dookoła jakby pomalowane na czarno, to jakiś horror. Coś musiało w nią wstąpić. Nie był to jakiś jeb*ny szatan, ani zły duch czy demon. Nie było to zarazem coś dobrego. Nie wiem jak to nazwać i opisać. Jakby nie miała duszy w sobie, ale nie była podobna do jakiejś lalki z wystawy, czy do "atrap ludzi" jak opisuje to Sugier ... a może? No sam już nie wiem, ale to wystarczyło wszystko żeby zaliczyć ten sen do koszmaru*. Bałem się i obudziłem, było po 2:00 w nocy.
*zaliczam sen do koszmaru, ale nie są one takie jak sny opisywane pod tytułami "Koszmar#numer"
Ciekaw jestem czy wy też macie tak, że na drugą noc, lub po kilku akcja jednego snu toczy się dalej. Ja wraz z tym snem miałem tak dwa razy. Jeśli ktoś miał coś podobnego to niech napisze w komentarzach!
czwartek, 3 stycznia 2008
Na piwko
Sen jest z 2.01.2008, ale nie byłem w stanie żeby go napisać, trochę się popiło hehe. No to lecimy:
Miałem nowe mieszkanie, był u mnie kumpel ale wyszedł na dwór, za to przyszła koleżanka ze swoją kumpelą zobaczyć jak się urządziłem. Tak siedzieliśmy, gadaliśmy i padł pomysł żeby iść na piwo do Czech na granice, daleko nie mamy. Ona jednak nie mogła. Nie miała czasu, zaraz musiała spadać do chaty bo miałaby prze*eb. Jej koleżanka gdzieś wyparowała, nie wiem co się z nią stało. Pogadaliśmy jeszcze chwile, wyszedłem na balkon i zauważyłem że całe osiedle budują nowe. Zawołałem kumpla, który wyszedł odemnie i był w budynku obok. Z nim poszedłem do Czech.
Miałem nowe mieszkanie, był u mnie kumpel ale wyszedł na dwór, za to przyszła koleżanka ze swoją kumpelą zobaczyć jak się urządziłem. Tak siedzieliśmy, gadaliśmy i padł pomysł żeby iść na piwo do Czech na granice, daleko nie mamy. Ona jednak nie mogła. Nie miała czasu, zaraz musiała spadać do chaty bo miałaby prze*eb. Jej koleżanka gdzieś wyparowała, nie wiem co się z nią stało. Pogadaliśmy jeszcze chwile, wyszedłem na balkon i zauważyłem że całe osiedle budują nowe. Zawołałem kumpla, który wyszedł odemnie i był w budynku obok. Z nim poszedłem do Czech.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
