niedziela, 27 stycznia 2008

Koszmar#2

No to drugi koszmar opisuję. Też miałem go na wakacjach 2006 i też na prochowni. Było akurat szkolenie survivalowe, zostało nas góra pięciu, sześciu. Spaliśmy w "Hiltonie", nie jest to warownia tak jak ostatnio tylko duży magazyn, w którym są drewniane łóżka i nic więcej, nie ma nawet jak zamknąć drzwi więc były otwarte a pozatym każdy może przez okno się wj*bać do środka. No ale dobra sen:

Jest dzień, słońce świeci, siedzę właśnie w tym magazynie razem z jakimś innym typkiem, jemy coś, rozmawiamy. Po drugiej stronie Hiltonu zauważyłem jakiś krzaczek, nie miał dużo liści ale był w miarę wysoki. No dobra, jemy i gadamy dalej. Po chwili patrzę ponownie na ten krzak i jest trochę bliżej. Dziwne, ale nie przejąłem się tym i dalej robie swoje. Po kolejnej chwili znów tam patrzę. Tym razem też był bliżej, ale coś mnie przeraziło, wszystkie włosy stają dęba, gęsia skórka i zacząłem krzyczeć. Tylko jakoś dziwnie, nie był to mój głos, nie był to krzyk mężczyzny czy też kobiety, nie wiem do czego porównać, mimo że już wystraszony byłem na śmierć to przez ten krzyk zaczynałem się bać jeszcze bardziej. Czułem jak strach przenika wraz z krzykiem przez moje ciało i kości. I ciągle rośnie ... obudziłem się, nie, ja się zerwałem ze snu i odrazu usiadłem na drewnianym łożu patrząc w tamtą stronę. Było ciemno i nic nie widziałem, wszyscy spali, położyłem się zapadając w niespokojny sen.

PS. Ten koszmar akurat był najmniej straszny, najgorszy był #4 ...

Brak komentarzy: