Byłem na szkoleniu survivalowym u Sierżanta (postać prawdziwa*). Rozłożyliśmy bazę w lesie i poszedłem z 3 łebkami, bo to jeszcze dzieci były i Sierżantem kawałek dalej w las, prowadził nas gdzieś. Szedłem ostatni i odwróciłem patrząc się w stronę bazy. Zauważyłem że drogą w tamto miejsce podjechał jakiś czarny samochód. Na dachu miał żółtą syrenę i ją włączył bez dźwięku. Odrazu rzuciłem hasło "Gleba!". Jeden tylko kretyn stał i się gapił jak wryty. Po chwili pociągnąłem go do ziemi, niech poczuje grawitację zj*b. No ale zauważyli nas. Zaczęliśmy wszyscy uciekać, to nie była ani zabawa ani szkolenie, na serio chcieli nas zabić. Sierżant gdzieś się stracił. Zbliżała się noc, zalęgliśmy gdzieś w większej dziurze. Gdy się ściemniło ruszyliśmy dalej. Zobaczyłem ogień, ognisko i chyba 3-4 osoby przy nim. Podbiegłem szybko i zacząłem ich wyzywać gasząc z buta ogień. Usłyszałem jakiś pojazd i kazałem się schować pod korzeniem w dziurze. Widziałem tylko, że po chwili uciekł jakiś typek: Dr. jakiśtam, zostało nas trzy osoby razem ze mną. Nieznajoma babka i koleś. Nie wiem co się stało z resztą. Po chwili przejechał nad nami Niemiecki wóz opancerzony Sd.Kfz. Potem przeszło kilku Niemców obok. Nie wiem co się z nami stało bo na koniec snu widziałem tylko losy Sd.Kfz. Jechał on dalej przez las, wyjechał na drogę i wjechał do jakiejś wiochy. W środku siedział niemiec, który prowadził wóz i polak obok. Szkop mówił coś przez megafon po niemiecku, polak powtarzał to po polsku tłumacząc. Nie był on jednak zaprzyjaźniony więc nie tłumaczył tego co mówił tylko wygadywał pierdoły typu "jutro będzie zaj*bista pogoda, prócz tego tornada co rozje*ie pół polski" itp. No a koniec był najlepszy: Na drodze stała bramka jak na boisku, wóz przejechał przez nią, przez megafon słychać było "Gool!" i na tym koniec snu. Obudziłem się o 7:19 mając budzik nastawiony na 7:20.
*zawszę daję imiona fikcyjne ale tego znają nieliczni z moich znajomych więc spoko.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz