czwartek, 17 stycznia 2008

Jarocin

Jechałem autostradą na trzykołowym rowerku, na przyczepce siedział kumpel z gitarą. Zobaczyłem znak z napisem "Jarocin", trzeba było skręcić w lewo, pojechaliśmy na koncert. Za nami jechał chyba jakiś SKOT. Nasz rowerek to był Sd.Kfz 250 lub 251 (eh, mam manie na punkcie tego wozu). Ludzie oglądali się co to jedzie, zamiast gitary kumpel trzymał teraz karabin. Rynek Jarocina wyglądał jak w Prudniku. Wjechaliśmy do jakiegoś garażu i uzupełniliśmy zapasy. Dalej jadąc przez rynek spotkałem innego kumpla, który powiedział że po drugiej stronie ratusza leją się i jest tam mój kolejny kumpel. Pojechałem tam, zobaczyłem kolegę, który chciał gonić jakiegoś typka. Inny zatrzymał go to bez zastanowienia wyskoczyłem z pojazdu i zacząłem go bić. Wszystko w tym momencie było bardzo zwolnione aż nie do wytrzymania.

Brak komentarzy: