piątek, 4 kwietnia 2008

Wakacyjna przygoda

Byłem w lesie niedaleko wioski Rudziczki. Znalazłem tam jakąś kapliczkę więc wlazłem tam bez zastanowienia. Przeniosłem się jakby do innego świata, piękniejszego. Człowiek tam nie tkną swoją ręką przyrody, wszystko zieleniło się a słońce było wysoko na niebie. Brałem tam udział w jakimś wyścigu survivalowym. Dobiegłem do mety jako pierwszy, cały spocony, brudny i zmęczony. Nagrody nie było, w ogóle nic tam nie było, żadnych sędziów nic! No ale wygrałem przecież, wracam do domu. Kawałek dalej spotkałem koleżankę, która też brała udział w tym wyścigu. Tak samo cała brudna i zmęczona. Powiedziałem żeby poczekała na mnie. Poszedłem do domu szybko, zjadłem coś, wykąpałem się itp. Wróciłem po nią i poszliśmy w kierunku wyjścia z kapliczki. Przy wyjściu pocałowaliśmy, wyszliśmy przez małe okienko i poszliśmy do pobliskiej wioski. Po drodze zapytałem czy coś jadła bo ja w sumie nażarty, a ona na mnie czekała. No ale jak się okazało czekając znalazła jednego pieczarka więc coś jadła. Poszliśmy do sklepu po jakieś zakupy bo chcieliśmy iść na piknik. Kupiłem jedno malutkie ciasteczko, notes i jeszcze dwie jakieś pierdółki nikomu do szczęścia nie potrzebne. No jeszcze piwo trzeba! Tak ze cztery trzeba kupić. Są dwa Harnasie, no ale jeden otwarty, ktoś do lodówki sobie dał aby schłodzić. Kilka Lechów stoi, widzę zamknięte z kapslami jeszcze są, no ale niestety - puste butelki. Dobra trudno, więcej żarcia, nie będziemy siedzieć o jednym ciastku. Nie znalazłem nic w tym sklepie oprócz szynki, a koleżanka mięsa nie jada jak się okazało więc odłożyłem na półkę. Idę zapłacić za te cztery pierdoły. Babka w kasie mi mówi coś koło 50 zł. Już miałem płacić ale pytam "Za co kur*a 50 zł!!?? Niech mi pani może powie co ile kosztuje?" Przy sobie mam tylko 20zł. To wymienia: notes 3,15zł, wbija na kase - pokazuje 13,15zł "Co pani ku*wa robi??" - "A bo mi się pomyliło" i się śmieje dziwka. Wkur*iony wyszedłem ze sklepu z partnerką i wróciliśmy do lasu.

Brak komentarzy: