poniedziałek, 17 marca 2008

Koniec Świata

Byłem z rodziną we Wrocławiu w jakimś ogromnym centrum handlowym na zakupach. Nagle coś się stało, ogromny huk, jakby jakieś tornado przeszło obok, a może coś wielkiego uderzyło w Ziemię? To był początek końca świata. W centrum handlowym wybuchł pożar, dużo ludzi zginęło. Spotkałem dwóch kumpli i zacząłem z nimi uciekać. Przy wyjściu złapał nas ochroniarz i jakby nigdy nic stwierdził, że jesteśmy złodziejami i chciał nas przeszukać. No debil poprostu! Nie pamiętam jak się z tego wywinęliśmy. Na zewnątrz było jakoś czerwono, dużo gruzu i wiele pożarów. Teraz byłem pewny, że to jakiś meteoryt uderzył w naszą planetę i to akurat we Wrocław. Przebiegliśmy kawałek i zauważyłem samochód mojego ojca. Wzięliśmy go i zaczęliśmy uciekać z miasta. Ja nie mam prawa jazdy to nie prowadziłem, jeden kumpel ma ale też nie prowadził. Za kółkiem usiadł drugi kumpel, który nawet nie ma 18 lat. Wyjechaliśmy z miasta i wszystko wyglądało już normalnie przed nami, tylko że tak jakby gonił nas ogień więc trzeba było jechać z dużą prędkością. W lusterku zobaczyłem dwa "garbusy" hipisów. Samochody były pomalowane w kwiaty.

Brak komentarzy: