Ten jest najgorszy... spałem akurat u siebie w domu na łóżku:
Znalazłem się w przestrzeni kosmicznej, bez żadnego skafandra, w zwykłym ubraniu. Kosmos był podzielony na dwie części. Dzieliła go niewidoczna granica, przez którą nic nie mogło przedostać się na drugą stronę, nawet dźwięk na co we śnie zwróciłem szczególną uwagę. Jedyne przejście było jakąś maszyną, przez którą gdy się zbliżyłem przechodził dźwięk z całych dwóch części wszechświata. Musiałem naprawić tą maszynę. Wydawało mi się, że wygląda ona jak stół, identyczny jaki mam w kuchni. Po chwili znalazłem się na jakimś statku kosmicznym. Leżałem na plecach na jakimś blacie, dookoła było bardzo ciemno, jedynie jakaś ledwo widoczna lampa świeciła nade mną. Widziałem cienie dwóch osobników pochylonych nade mną. Przestraszyłem się. Najbardziej jednak przerażający był głos podobny do głosu jakiegoś robota, który powiedział mi żebym nie przestawał zajmować się tym czym się zajmuje i że już nie mogę się wycofać. Odrazu przyszło mi na myśl, że chodziło o to aby nie przestawać zajmować się zjawiskami paranormalnymi i rozwojem duchowym. Tak mi się wydaje do dziś.... Obraz pojazdu miałem przed oczami jeszcze jakiś czas, nawet po obudzeniu, gdy miałem otwarte oczy i czułem jak leże na brzuchu na swoim łóżku obraz ten był nadal bardzo wyraźny. Po chwili powoli znikł, ja cały trzęsłem się jakiś czas...
To jak narazie ostatni sen tego rodzaju. Miałem go prawie równo rok po pierwszym. Ciekaw jestem czy przeżyje kolejny podobny, chciałbym mimo strachu ...
sobota, 19 kwietnia 2008
ASG
Na osiedlu niedaleko kościoła strzelałem się (ASG) ze znajomymi. Na ulicy była zaparkowana jakaś niemiecka ciężarówka, schowałem się za nią. Po drugiej stronie był przeciwnik, zakradłem się od przodu samochodu i trafiłem go. Poszedłem na tył auta. Wyjrzałem
zza rogu i zobaczyłem dwie koleżanki. Strzeliłem najpierw do tej co była odwrócona przodem do mnie, w plecy nie strzelam. Dostała w brzuch, druga jak odwróciła się dostała cały magazynek za karę.
zza rogu i zobaczyłem dwie koleżanki. Strzeliłem najpierw do tej co była odwrócona przodem do mnie, w plecy nie strzelam. Dostała w brzuch, druga jak odwróciła się dostała cały magazynek za karę.
piątek, 4 kwietnia 2008
Wakacyjna przygoda
Byłem w lesie niedaleko wioski Rudziczki. Znalazłem tam jakąś kapliczkę więc wlazłem tam bez zastanowienia. Przeniosłem się jakby do innego świata, piękniejszego. Człowiek tam nie tkną swoją ręką przyrody, wszystko zieleniło się a słońce było wysoko na niebie. Brałem tam udział w jakimś wyścigu survivalowym. Dobiegłem do mety jako pierwszy, cały spocony, brudny i zmęczony. Nagrody nie było, w ogóle nic tam nie było, żadnych sędziów nic! No ale wygrałem przecież, wracam do domu. Kawałek dalej spotkałem koleżankę, która też brała udział w tym wyścigu. Tak samo cała brudna i zmęczona. Powiedziałem żeby poczekała na mnie. Poszedłem do domu szybko, zjadłem coś, wykąpałem się itp. Wróciłem po nią i poszliśmy w kierunku wyjścia z kapliczki. Przy wyjściu pocałowaliśmy, wyszliśmy przez małe okienko i poszliśmy do pobliskiej wioski. Po drodze zapytałem czy coś jadła bo ja w sumie nażarty, a ona na mnie czekała. No ale jak się okazało czekając znalazła jednego pieczarka więc coś jadła. Poszliśmy do sklepu po jakieś zakupy bo chcieliśmy iść na piknik. Kupiłem jedno malutkie ciasteczko, notes i jeszcze dwie jakieś pierdółki nikomu do szczęścia nie potrzebne. No jeszcze piwo trzeba! Tak ze cztery trzeba kupić. Są dwa Harnasie, no ale jeden otwarty, ktoś do lodówki sobie dał aby schłodzić. Kilka Lechów stoi, widzę zamknięte z kapslami jeszcze są, no ale niestety - puste butelki. Dobra trudno, więcej żarcia, nie będziemy siedzieć o jednym ciastku. Nie znalazłem nic w tym sklepie oprócz szynki, a koleżanka mięsa nie jada jak się okazało więc odłożyłem na półkę. Idę zapłacić za te cztery pierdoły. Babka w kasie mi mówi coś koło 50 zł. Już miałem płacić ale pytam "Za co kur*a 50 zł!!?? Niech mi pani może powie co ile kosztuje?" Przy sobie mam tylko 20zł. To wymienia: notes 3,15zł, wbija na kase - pokazuje 13,15zł "Co pani ku*wa robi??" - "A bo mi się pomyliło" i się śmieje dziwka. Wkur*iony wyszedłem ze sklepu z partnerką i wróciliśmy do lasu.
wtorek, 1 kwietnia 2008
Czarny las
Szedłem z kumplem przez las. Roślinność była bujna. Po chwili wyszliśmy na jakieś podwórko. Był na nim jakiś dzieciak. Wszystko wyglądało staro. Przeszliśmy szybko przez nie i znaleźliśmy się w pokrzywach, wysokich, gęstych pokrzywach. Kumpel był przede mną. Gdy przedarłem się przez nie wylądowałem na jakiejś ścieżce, w lewo prowadziła pod górkę, w prawo w dół. Za nią przede mną był drewniany płotek a za nim przepaść. W dole wiła się rzeka. Zastanawiałem się, w którą stronę iść. Zorientowałem się, że jestem na płycie zespołu KSU (?) Jak pójdę w górę będą leciały dalsze piosenki, a byłem gdzieś w połowie. Poszedłem w dół chcąc wysłuchać wcześniejszych piosenek. Schodząc po chwili zawróciłem, bo chciałem jednak iść w górę z kumplem a nie cofać się, ale już nie miałem sił iść dalej, a co dopiero pod górkę. Cała ta wyprawa okazała się survivalem. Przewróciłem się ze zmęczenia przewracając płotek i wpadając do rzeki. Kumpel zobaczył mnie i wrócił po mnie. Był po drugiej stronie rzeki, gdzie stały jakieś belki. Z wyczerpania, cały brudny przewrócił się na nie rozwalając je i wpadając do rzeki.
piątek, 21 marca 2008
Koszmar#3
Trzeci sen tego typu miałem już w domu. Tej nocy akurat rozwaliłem materac na podłodze i poszedłem spać, łóżko zbyt miękkie. Oto koszmar:
Wszędzie dookoła było ciemno. Wiem że byłem w jakimś pomieszczeniu ale nie widziałem nawet podłogi. Przede mną zobaczyłem jak przeszła jakaś postać. Była to kobieta. Świeciło lekko od niej białe światło, a przemieszczała się lewitując lekko nad podłożem. Dzięki niej widziałem gdzie są ściany. Przemieściłem się bliżej miejsca, w którym była. Tutaj było mnóstwo ścian. Jakiś labirynt normalnie. No i mnóstwo podobnych, a może takich samych postaci. Przeraziłem się i znalazłem się na jakimś łóżku. Po prawej stronie siedziała jakaś kobieta. Ta akurat nie świeciła już jasnym światełkiem lecz była ciemna. Miała długie włosy, a siedziała odwrócona do mnie tyłem. Nie wiem czemu ale przeraziłem się jej obecnością i zacząłem w panice krzyczeć coś w stylu: "Gdzie jest moje dziecko?, Co zrobiłaś z moim synem?" Przerażenie narastało, a łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu. Podniosłem rękę i chciałem ją chwycić za włosy. Okazało się, że to nie były włosy tylko spodnie wiszące na fotelu w realnym już świecie. Wiem że oczy miałem otwarte od momentu gdy leżałem we śnie na łóżku, ale nadal śniłem i nie widziałem realnego świata ...
Wszędzie dookoła było ciemno. Wiem że byłem w jakimś pomieszczeniu ale nie widziałem nawet podłogi. Przede mną zobaczyłem jak przeszła jakaś postać. Była to kobieta. Świeciło lekko od niej białe światło, a przemieszczała się lewitując lekko nad podłożem. Dzięki niej widziałem gdzie są ściany. Przemieściłem się bliżej miejsca, w którym była. Tutaj było mnóstwo ścian. Jakiś labirynt normalnie. No i mnóstwo podobnych, a może takich samych postaci. Przeraziłem się i znalazłem się na jakimś łóżku. Po prawej stronie siedziała jakaś kobieta. Ta akurat nie świeciła już jasnym światełkiem lecz była ciemna. Miała długie włosy, a siedziała odwrócona do mnie tyłem. Nie wiem czemu ale przeraziłem się jej obecnością i zacząłem w panice krzyczeć coś w stylu: "Gdzie jest moje dziecko?, Co zrobiłaś z moim synem?" Przerażenie narastało, a łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu. Podniosłem rękę i chciałem ją chwycić za włosy. Okazało się, że to nie były włosy tylko spodnie wiszące na fotelu w realnym już świecie. Wiem że oczy miałem otwarte od momentu gdy leżałem we śnie na łóżku, ale nadal śniłem i nie widziałem realnego świata ...
poniedziałek, 17 marca 2008
Koniec Świata
Byłem z rodziną we Wrocławiu w jakimś ogromnym centrum handlowym na zakupach. Nagle coś się stało, ogromny huk, jakby jakieś tornado przeszło obok, a może coś wielkiego uderzyło w Ziemię? To był początek końca świata. W centrum handlowym wybuchł pożar, dużo ludzi zginęło. Spotkałem dwóch kumpli i zacząłem z nimi uciekać. Przy wyjściu złapał nas ochroniarz i jakby nigdy nic stwierdził, że jesteśmy złodziejami i chciał nas przeszukać. No debil poprostu! Nie pamiętam jak się z tego wywinęliśmy. Na zewnątrz było jakoś czerwono, dużo gruzu i wiele pożarów. Teraz byłem pewny, że to jakiś meteoryt uderzył w naszą planetę i to akurat we Wrocław. Przebiegliśmy kawałek i zauważyłem samochód mojego ojca. Wzięliśmy go i zaczęliśmy uciekać z miasta. Ja nie mam prawa jazdy to nie prowadziłem, jeden kumpel ma ale też nie prowadził. Za kółkiem usiadł drugi kumpel, który nawet nie ma 18 lat. Wyjechaliśmy z miasta i wszystko wyglądało już normalnie przed nami, tylko że tak jakby gonił nas ogień więc trzeba było jechać z dużą prędkością. W lusterku zobaczyłem dwa "garbusy" hipisów. Samochody były pomalowane w kwiaty.
środa, 12 marca 2008
Drift
Na Prudnickim rynku byłem z dwoma kolegami z klasy. Wsiedliśmy do samochodu i chcieliśmy pojeździć trochę. Przejechaliśmy kółeczko wokół ratusza niezwracając uwagi na ludzi, których było mnóstwo. Cały rynek zapchany. Potrącając ich zaczęło nam się to podobać więc zaczęliśmy ich przejeżdżać. To nie ja byłem kierowcą ;-)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
