No to drugi koszmar opisuję. Też miałem go na wakacjach 2006 i też na prochowni. Było akurat szkolenie survivalowe, zostało nas góra pięciu, sześciu. Spaliśmy w "Hiltonie", nie jest to warownia tak jak ostatnio tylko duży magazyn, w którym są drewniane łóżka i nic więcej, nie ma nawet jak zamknąć drzwi więc były otwarte a pozatym każdy może przez okno się wj*bać do środka. No ale dobra sen:
Jest dzień, słońce świeci, siedzę właśnie w tym magazynie razem z jakimś innym typkiem, jemy coś, rozmawiamy. Po drugiej stronie Hiltonu zauważyłem jakiś krzaczek, nie miał dużo liści ale był w miarę wysoki. No dobra, jemy i gadamy dalej. Po chwili patrzę ponownie na ten krzak i jest trochę bliżej. Dziwne, ale nie przejąłem się tym i dalej robie swoje. Po kolejnej chwili znów tam patrzę. Tym razem też był bliżej, ale coś mnie przeraziło, wszystkie włosy stają dęba, gęsia skórka i zacząłem krzyczeć. Tylko jakoś dziwnie, nie był to mój głos, nie był to krzyk mężczyzny czy też kobiety, nie wiem do czego porównać, mimo że już wystraszony byłem na śmierć to przez ten krzyk zaczynałem się bać jeszcze bardziej. Czułem jak strach przenika wraz z krzykiem przez moje ciało i kości. I ciągle rośnie ... obudziłem się, nie, ja się zerwałem ze snu i odrazu usiadłem na drewnianym łożu patrząc w tamtą stronę. Było ciemno i nic nie widziałem, wszyscy spali, położyłem się zapadając w niespokojny sen.
PS. Ten koszmar akurat był najmniej straszny, najgorszy był #4 ...
niedziela, 27 stycznia 2008
środa, 23 stycznia 2008
Wiśnie & Byk
Szedłem z kumplem gdzieś (chyba do Czech) ulicą jak się z Prudnika na Dębowiec jedzie. Zaszliśmy do pewnego momentu i byliśmy już zmęczeni, wiedzieliśmy że ostatnio ciężej było dojść do tego miejsca. Zza zakrętu wyszła matka znajomego, niosła siatki z wiśniami. Przyczepiła się do nas żebyśmy zanieśli te siaty do chaty. Fu*k. No to idziemy, ale jakoś się tym nie przejęliśmy, a taki kawał drogi przeszliśmy. Dochodzimy do jego domu, wchodzimy, zostawiamy siatki i po chwili zaatakował nas młody byk. Zaczęliśmy uciekać i walczyć z nim. Dalej nie pamiętam ...
czwartek, 17 stycznia 2008
Jarocin
Jechałem autostradą na trzykołowym rowerku, na przyczepce siedział kumpel z gitarą. Zobaczyłem znak z napisem "Jarocin", trzeba było skręcić w lewo, pojechaliśmy na koncert. Za nami jechał chyba jakiś SKOT. Nasz rowerek to był Sd.Kfz 250 lub 251 (eh, mam manie na punkcie tego wozu). Ludzie oglądali się co to jedzie, zamiast gitary kumpel trzymał teraz karabin. Rynek Jarocina wyglądał jak w Prudniku. Wjechaliśmy do jakiegoś garażu i uzupełniliśmy zapasy. Dalej jadąc przez rynek spotkałem innego kumpla, który powiedział że po drugiej stronie ratusza leją się i jest tam mój kolejny kumpel. Pojechałem tam, zobaczyłem kolegę, który chciał gonić jakiegoś typka. Inny zatrzymał go to bez zastanowienia wyskoczyłem z pojazdu i zacząłem go bić. Wszystko w tym momencie było bardzo zwolnione aż nie do wytrzymania.
piątek, 11 stycznia 2008
Ucieczka
Byłem na szkoleniu survivalowym u Sierżanta (postać prawdziwa*). Rozłożyliśmy bazę w lesie i poszedłem z 3 łebkami, bo to jeszcze dzieci były i Sierżantem kawałek dalej w las, prowadził nas gdzieś. Szedłem ostatni i odwróciłem patrząc się w stronę bazy. Zauważyłem że drogą w tamto miejsce podjechał jakiś czarny samochód. Na dachu miał żółtą syrenę i ją włączył bez dźwięku. Odrazu rzuciłem hasło "Gleba!". Jeden tylko kretyn stał i się gapił jak wryty. Po chwili pociągnąłem go do ziemi, niech poczuje grawitację zj*b. No ale zauważyli nas. Zaczęliśmy wszyscy uciekać, to nie była ani zabawa ani szkolenie, na serio chcieli nas zabić. Sierżant gdzieś się stracił. Zbliżała się noc, zalęgliśmy gdzieś w większej dziurze. Gdy się ściemniło ruszyliśmy dalej. Zobaczyłem ogień, ognisko i chyba 3-4 osoby przy nim. Podbiegłem szybko i zacząłem ich wyzywać gasząc z buta ogień. Usłyszałem jakiś pojazd i kazałem się schować pod korzeniem w dziurze. Widziałem tylko, że po chwili uciekł jakiś typek: Dr. jakiśtam, zostało nas trzy osoby razem ze mną. Nieznajoma babka i koleś. Nie wiem co się stało z resztą. Po chwili przejechał nad nami Niemiecki wóz opancerzony Sd.Kfz. Potem przeszło kilku Niemców obok. Nie wiem co się z nami stało bo na koniec snu widziałem tylko losy Sd.Kfz. Jechał on dalej przez las, wyjechał na drogę i wjechał do jakiejś wiochy. W środku siedział niemiec, który prowadził wóz i polak obok. Szkop mówił coś przez megafon po niemiecku, polak powtarzał to po polsku tłumacząc. Nie był on jednak zaprzyjaźniony więc nie tłumaczył tego co mówił tylko wygadywał pierdoły typu "jutro będzie zaj*bista pogoda, prócz tego tornada co rozje*ie pół polski" itp. No a koniec był najlepszy: Na drodze stała bramka jak na boisku, wóz przejechał przez nią, przez megafon słychać było "Gool!" i na tym koniec snu. Obudziłem się o 7:19 mając budzik nastawiony na 7:20.
*zawszę daję imiona fikcyjne ale tego znają nieliczni z moich znajomych więc spoko.
*zawszę daję imiona fikcyjne ale tego znają nieliczni z moich znajomych więc spoko.
Tatuaże
Ostatnio cicho siedziałem ale dziś za to dwa sny.
Ja w tym śnie nie brałem udziału. Główną rolę grał jakiś typek, który miał dziwny sen. Był on w jakiejś stoczni. Starej, opuszczonej ale zadbanej. Potem spojrzał na mapę i kapnął się, że był kiedyś w tej stoczni ale w budynku obok, podobnym do tego. Po tym incydencie zaczęło mi coś świtać. Typek obudził się. Na ciele miał kilka tatuaży, a gdy wstał zaczęły pojawiać się nowe. Były to jakieś dziwne znaki. Wtedy już byłem pewny, że miałem taki sen już. Przez ten czas co nie pisałem to wiem tylko, że miałem zaje*isty sen, ale go nie pamiętałem. Teraz wiem że ten dzisiejszy sen był jego kontynuacją! No ale dalej: Koleś wstał, nie wiem co czół i o czym myślał. Miał on dziewczynę czy tam żonę, wróciła ona chyba z zakupów i weszła do domu, on do niej coś gadał ale nie patrzył na nią. Ja natomiast widziałem jej twarz. Była piękna, zgrabna ale pierwsze co się rzucało w oczy to właśnie - jej oczy. Wielkie dookoła jakby pomalowane na czarno, to jakiś horror. Coś musiało w nią wstąpić. Nie był to jakiś jeb*ny szatan, ani zły duch czy demon. Nie było to zarazem coś dobrego. Nie wiem jak to nazwać i opisać. Jakby nie miała duszy w sobie, ale nie była podobna do jakiejś lalki z wystawy, czy do "atrap ludzi" jak opisuje to Sugier ... a może? No sam już nie wiem, ale to wystarczyło wszystko żeby zaliczyć ten sen do koszmaru*. Bałem się i obudziłem, było po 2:00 w nocy.
*zaliczam sen do koszmaru, ale nie są one takie jak sny opisywane pod tytułami "Koszmar#numer"
Ciekaw jestem czy wy też macie tak, że na drugą noc, lub po kilku akcja jednego snu toczy się dalej. Ja wraz z tym snem miałem tak dwa razy. Jeśli ktoś miał coś podobnego to niech napisze w komentarzach!
Ja w tym śnie nie brałem udziału. Główną rolę grał jakiś typek, który miał dziwny sen. Był on w jakiejś stoczni. Starej, opuszczonej ale zadbanej. Potem spojrzał na mapę i kapnął się, że był kiedyś w tej stoczni ale w budynku obok, podobnym do tego. Po tym incydencie zaczęło mi coś świtać. Typek obudził się. Na ciele miał kilka tatuaży, a gdy wstał zaczęły pojawiać się nowe. Były to jakieś dziwne znaki. Wtedy już byłem pewny, że miałem taki sen już. Przez ten czas co nie pisałem to wiem tylko, że miałem zaje*isty sen, ale go nie pamiętałem. Teraz wiem że ten dzisiejszy sen był jego kontynuacją! No ale dalej: Koleś wstał, nie wiem co czół i o czym myślał. Miał on dziewczynę czy tam żonę, wróciła ona chyba z zakupów i weszła do domu, on do niej coś gadał ale nie patrzył na nią. Ja natomiast widziałem jej twarz. Była piękna, zgrabna ale pierwsze co się rzucało w oczy to właśnie - jej oczy. Wielkie dookoła jakby pomalowane na czarno, to jakiś horror. Coś musiało w nią wstąpić. Nie był to jakiś jeb*ny szatan, ani zły duch czy demon. Nie było to zarazem coś dobrego. Nie wiem jak to nazwać i opisać. Jakby nie miała duszy w sobie, ale nie była podobna do jakiejś lalki z wystawy, czy do "atrap ludzi" jak opisuje to Sugier ... a może? No sam już nie wiem, ale to wystarczyło wszystko żeby zaliczyć ten sen do koszmaru*. Bałem się i obudziłem, było po 2:00 w nocy.
*zaliczam sen do koszmaru, ale nie są one takie jak sny opisywane pod tytułami "Koszmar#numer"
Ciekaw jestem czy wy też macie tak, że na drugą noc, lub po kilku akcja jednego snu toczy się dalej. Ja wraz z tym snem miałem tak dwa razy. Jeśli ktoś miał coś podobnego to niech napisze w komentarzach!
czwartek, 3 stycznia 2008
Na piwko
Sen jest z 2.01.2008, ale nie byłem w stanie żeby go napisać, trochę się popiło hehe. No to lecimy:
Miałem nowe mieszkanie, był u mnie kumpel ale wyszedł na dwór, za to przyszła koleżanka ze swoją kumpelą zobaczyć jak się urządziłem. Tak siedzieliśmy, gadaliśmy i padł pomysł żeby iść na piwo do Czech na granice, daleko nie mamy. Ona jednak nie mogła. Nie miała czasu, zaraz musiała spadać do chaty bo miałaby prze*eb. Jej koleżanka gdzieś wyparowała, nie wiem co się z nią stało. Pogadaliśmy jeszcze chwile, wyszedłem na balkon i zauważyłem że całe osiedle budują nowe. Zawołałem kumpla, który wyszedł odemnie i był w budynku obok. Z nim poszedłem do Czech.
Miałem nowe mieszkanie, był u mnie kumpel ale wyszedł na dwór, za to przyszła koleżanka ze swoją kumpelą zobaczyć jak się urządziłem. Tak siedzieliśmy, gadaliśmy i padł pomysł żeby iść na piwo do Czech na granice, daleko nie mamy. Ona jednak nie mogła. Nie miała czasu, zaraz musiała spadać do chaty bo miałaby prze*eb. Jej koleżanka gdzieś wyparowała, nie wiem co się z nią stało. Pogadaliśmy jeszcze chwile, wyszedłem na balkon i zauważyłem że całe osiedle budują nowe. Zawołałem kumpla, który wyszedł odemnie i był w budynku obok. Z nim poszedłem do Czech.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
