poniedziałek, 31 grudnia 2007

Moja szkoła

Początek snu był w hu* zje*any więc nie będę się rozpisywał. Byłem w szkole. Musiałem iść na pierwsze piętro zanieść kurtkę do szafki bo po budzie nie wolno z nimi chodzić. Wałek, nikogo tam nie było, a nie miałem klucza. Ześlizgnąłem się po poręczy na dół i po drodze minąłem kumpla więc spowrotem na górę. Potem zobaczyłem na zastępstwa, nie było tylko mojej wychowawczyni. Jest! Super! Mam nadzieję że zdechła głupia ku*wa. Gdzie ja mam lekcję? aha, historia. Wchodzę do klasy a tam jak po imprezie stada polityków. Na stole resztki ciast i innego jedzenia oraz picia. Ktoś mnie podsiadł w ławce to usiadłem koło innych kumpli. Nauczyciel tylko zapytał czy nie chcę wrócić na swoje miejsce. Zaprzeczyłem. Uprzedził mnie tylko żebym nie rozmawiał bo wyglądam jakbym był podpity.

Brak komentarzy: