niedziela, 30 grudnia 2007

Auschwitz

Początku snu nie zabardzo pamiętam. Było coś takiego mniej więcej, że mój kolega trafił do obozu koncentracyjnego u mnie w pokoju. Gorzej tam było niż w Auschwitz. Jakiś jeden typek tam siedział i kazał mu przynosić węgiel z piwnicy. Dalej nie wiem co było. To tyle z tego początku, a o to co dalej pamiętam: do tego obozu trafiłem także ja z jakimiś dwoma kolesiami. Odrazu powiedziałem im że tutaj będzie prze*ebane. Najpierw ten cały szefuńcio kazał nam chodzić w kółko po pokoju aby nas zmęczyć. Kumpel, który był tu już wcześniej padł z wykończenia. Ja byłem bardzo głodny, chciałem powiedzieć temu typkowi co trzymał nad nami bata, że idę do kuchni tylko coś zjem i zaraz wracam. No ale nie miałem odwagi. Kazał mi iść po węgiel. No dobra, tylko że klucze ma ten typek co już padł a piwnica jest zamknięta, trudno schodzę na dół, wymyślę coś po drodze. Gdy szedłem zauważyłem, że na schodach jest rozsypany węgiel. Kumpel musiał go rozsypać, pewnie miał za dużo we wiaderku i musiał zostawić po drodze trochę aby dojść. No to ja go pozbieram, gdy próbowałem już pełne wiadro podnieść jeb*ąłem glebę. Wiadro ciężkie a ja zdycham z głodu. Jakoś doszedłem na górę a nasz "anioł stróż" pochwalił mnie że dałem rade i dał mi kiełbaskę.

PS. Wiem, wiem... poje*any ten sen. Zresztą ... jak cała reszta moich snów... ale tu tylko takie będą, mniej i więcej pie*dolnięte.

Brak komentarzy: