poniedziałek, 31 grudnia 2007

Wyścig

Byłem chyba na studiach, miałem ponad 20 lat spokojnie. Miasto ... nie wiem co to było, jakieś bardzo duże, jakby w Ameryce. Wracaliśmy autokarem z jakiejś wycieczki. W klasie byli biali, czarni itd. ale miałem tylko jednego wroga. Uśmiechnięty i rumiany śliczny chłopiec malowany. Wyglądał jak pedał i to chyba dlatego go nie lubiłem. Piękny blondynasek z włoskami na żelu. Aż rzygać mi się chce. On miał swoją ekipę, a ja miałem jednego zaufanego przyjaciela. W klasie na przerwie o coś się pokłóciłem z tym pedałkiem. Ustaliliśmy że będziemy się ścigać. Ja miałem w h*j szybki, zaje*isty motor, on jakiś tuningowany wózek. Na ławce rozłożyliśmy mapę. Pokazałem mu najdłuższą prostą drogę w mieście. Miała kilkanaście km. Po co się męczyć z robieniem toru? Nie zgodził się, wiedział że na takiej drodze wygram tym motorkiem i przyznał że w tym wypadku jego samochód to złom. Mój przyjaciel wtrącił się ze zdziwieniem, że tamten doszedł sam do tego że na tej drodze nie ma szans. Blondynek zaczął mi pokazywać jakąś trasę na mapie. Twierdził że bez zakrętu wyścig nie będzie widowiskowy. Tak chwile ustalaliśmy co i jak gdy podszedł po raz drugi mój kumpel z zakrwawionym nosem. Pobił się z dwoma szpanerami z ekipy przeciwnika. Rozejrzałem się po klasie i zauważyłem że wszyscy się leją. Bez zastanowienia je*łem pedałowi. Po drugiej stronie klasy widziałem jeszcze dwie osoby. Szukałem czegoś twardego, ale nic nie znalazłem dlatego chwyciłem za krzesło. Najpierw rzuciłem w jedną osobę i ta się zgięła odrazu, potem drugie krzesło i w typka obok - to samo. Ktoś mi powiedział że ten pierwszy to była kobieta. Ups. Wybiegłem na korytarz, tam jeszcze bitwa trwała to się przyłączyłem do zabawy. Po chwili wszyscy zaprzestali walki i wlepili gały w dyrektorkę, która wchodziła do klasy z jakąś laską i jej matką.

Moja szkoła

Początek snu był w hu* zje*any więc nie będę się rozpisywał. Byłem w szkole. Musiałem iść na pierwsze piętro zanieść kurtkę do szafki bo po budzie nie wolno z nimi chodzić. Wałek, nikogo tam nie było, a nie miałem klucza. Ześlizgnąłem się po poręczy na dół i po drodze minąłem kumpla więc spowrotem na górę. Potem zobaczyłem na zastępstwa, nie było tylko mojej wychowawczyni. Jest! Super! Mam nadzieję że zdechła głupia ku*wa. Gdzie ja mam lekcję? aha, historia. Wchodzę do klasy a tam jak po imprezie stada polityków. Na stole resztki ciast i innego jedzenia oraz picia. Ktoś mnie podsiadł w ławce to usiadłem koło innych kumpli. Nauczyciel tylko zapytał czy nie chcę wrócić na swoje miejsce. Zaprzeczyłem. Uprzedził mnie tylko żebym nie rozmawiał bo wyglądam jakbym był podpity.

niedziela, 30 grudnia 2007

Auschwitz

Początku snu nie zabardzo pamiętam. Było coś takiego mniej więcej, że mój kolega trafił do obozu koncentracyjnego u mnie w pokoju. Gorzej tam było niż w Auschwitz. Jakiś jeden typek tam siedział i kazał mu przynosić węgiel z piwnicy. Dalej nie wiem co było. To tyle z tego początku, a o to co dalej pamiętam: do tego obozu trafiłem także ja z jakimiś dwoma kolesiami. Odrazu powiedziałem im że tutaj będzie prze*ebane. Najpierw ten cały szefuńcio kazał nam chodzić w kółko po pokoju aby nas zmęczyć. Kumpel, który był tu już wcześniej padł z wykończenia. Ja byłem bardzo głodny, chciałem powiedzieć temu typkowi co trzymał nad nami bata, że idę do kuchni tylko coś zjem i zaraz wracam. No ale nie miałem odwagi. Kazał mi iść po węgiel. No dobra, tylko że klucze ma ten typek co już padł a piwnica jest zamknięta, trudno schodzę na dół, wymyślę coś po drodze. Gdy szedłem zauważyłem, że na schodach jest rozsypany węgiel. Kumpel musiał go rozsypać, pewnie miał za dużo we wiaderku i musiał zostawić po drodze trochę aby dojść. No to ja go pozbieram, gdy próbowałem już pełne wiadro podnieść jeb*ąłem glebę. Wiadro ciężkie a ja zdycham z głodu. Jakoś doszedłem na górę a nasz "anioł stróż" pochwalił mnie że dałem rade i dał mi kiełbaskę.

PS. Wiem, wiem... poje*any ten sen. Zresztą ... jak cała reszta moich snów... ale tu tylko takie będą, mniej i więcej pie*dolnięte.

sobota, 29 grudnia 2007

Koszmar#1

Jest u nas w środku lasu stara prochownia. Stary magazyn i warownia, wszystko otoczone siatką i drutem kolczastym. Mamy do tego dostęp to chodzimy tam co jakiś czas na jakieś piwo, ognisko itp. Na wakacjach 2006 byłem którejś nocy z kumplem tam, nocowaliśmy (na trzeźwo hehe). Rozj*bałem nosze i do spania. Miałem taki sen:

II wojna światowa, zima. Jest noc ale wszystko widać - to przez ten śnieg, gdzieś w jakimś lesie znalazłem się ja razem z moim kumplem. Szedłem z nim uciekając przed niemcami, ale tego nie jestem pewien. Doszliśmy do skraju lasu, było wzniesienie. No to pod górę. Doszliśmy do jakiejś starej stodoły, przeszliśmy koło drzwi i stop. Trzeba się rozejrzeć. Kumpel czaił dookoła a ja uchyliłem drzwi i zerknąłem do środka budynku. Widziałem tak kawałek krowy, reszta stała w mroku. Nagle zerwała się ona, coś jakby ją przestraszyło. Ja też się wystraszyłem, ale nie spuszczałem jej z oczu. Z niej, jakby ze środka wyleciało coś owłosionego, były to dwie dłonie. Całe owłosione i leciały prosto na mnie! Chwyciły mnie za szyję i zaczęły dusić. W tej właśnie chwili obudziłem się. Poczułem, że moje ręce znajdują się na szyi! To już nie był sen, obudziłem się naprawdę! Nie wiem nawet czy się dusiłem czy nie. Nie mogłem się ruszyć! Leżałem tak przestraszony chwilę, potem nie wiedząc co robić przypomniałem sobie że to może być paraliż senny. To musi być paraliż senny! Czyli muszę spróbować spowrotem wślizgnąć się do snu. No to do roboty, po chwili znów spałem. Więcej nic się nie wydarzyło.

No to tak. Wiem, że jeśli to czytasz to nic strasznego w tym nie widzisz, ale mnie strach obleciał odkąd krowa się poruszyła. To co piszę na tym blogu i na OBE Dzienniku 140 bardzo ciężko jest opisać, to wszystko trzeba samemu doświadczyć! Zachęcam wszystkich do ćwiczenia LD\OBE!

Wylinki

Dziś mi się śniło, że moje dwa największe pająki miały wylinkę. Potem chyba zdechły. O. I tyle.

czwartek, 27 grudnia 2007

Pierwsze LD

Miałem kiedyś taki ciekawy i długi sen:

Byłem gdzieś w gęstym lesie/dżungli, było gorąco, towarzyszyli mi dwaj kumple: Gienek i Gustaw (imiona fikcyjne, po co mam pisać kto mi się śnił?). Łaziliśmy w otoczeniu przyrody przez jakiś czas, gdy przed nami zobaczyliśmy jakiś stary obrośnięty mchem hangar. Była tam tylko wielka dziura, kiedyś musiała tam być brama. Przed tą bramą kilkanaście metrów w głąb dżungli ciągnęła się jakby droga. Był to pas startowy, musiało to być jakieś stare lotnisko. W starym budynku znaleźliśmy całkiem nowy, dobry samolot: Mig-29. Od razu wsiadłem do niego i wystartowałem. Polatałam chwile między drzewami i wylądowałem. Kumple czekali na mnie. Gdy wyszedłem z maszyny Gienek powiedział, że idzie sobie posklejać modele kartonowe, ten samolot go natchnął, no i poszedł. Zostałem sam z Gustawem. Poszliśmy dalej w las, daleko jednak nie zaszliśmy. Na naszej drodze był drut kolczasty. Przeszliśmy przez niego i kilka kroków dalej spotkaliśmy kilku hipisów siedzących w kółeczku, grających na bębnach i palących trawkę. Powiedzieli nam, że dalej jest wroga baza wojskowa i że mają więźniów (nie pamiętam kto to był, ktoś ważny? znajomy? tak jakoś wyszło, że tego snu nie zapisałem nigdzie, a miałem go dosyć dawno.). Przebrałem się z Gustawem w mundur USA desert 6 colours, czemu? Bo dalej była pustynia. Podeszliśmy bliżej, drogę przecinała nam ulica, przebiegliśmy przez nią chowając się w pierwszym lepszym budynku bez drzwi. W nim byli więźniowie, prócz tego nic, cztery ściany. Ktoś wbiegł do budynku, był to w ch*j napakowany żołnierz. Ja stałem w kącie w cieniu, ale jednak mnie zauważył, złapał za szyję i zaczął dusić, po chwili puścił, wyszedł z pomieszczenia i odjechał. Kumpel zdążył się zamaskować i jego nie widział. Zdenerwowałem się, nie będzie mnie byle jaki dziad dusił! Wybiegłem na zewnątrz i zacząłem biec za samochodem, którym odjechał. Dobiegłem do miasteczka podobnego do mojego. Ludzie w nim chodzili i zachowywali się jakoś dziwnie. Zobaczyłem kolesia jadącego na bmx. poszedłem za nim w ślepą uliczkę. Wszystko wyglądało jak w tej grze GTA. I wtedy zorientowałem się, że to jest sen. Mogłem dalej ustalić losy jak potoczy się sen, wystarczyło o tym pomyśleć. Gustaw też się z tego powodu ucieszył i pobiegł gdzieś korzystać z życia. No to co tu robić? Jeb tego kolesia na bmx w mordę! Odleciał gdzieś daleko i więcej go nie zobaczyłem. No to powybijam sobie szyby w sklepach, trzeba się wyszaleć. Ale powoli coś czuje, że tracę świadomość. Ale ja chce się jeszcze bawić! Co tu zrobić aby nadal sen się utrzymał? Chwila, Darek Sugier (patrz na OBE Dziennik 140) pisał, że sex pomaga w dostrojeniu się! No to czemu nie spróbować? Gdzie są jakieś kobiety? Chodzę po ulicach i szukam, ale jak nazłość same zakonnice!! Kur*a mać! Przecież zakonnice też kobiety ... dawaj tu jakąś. O fuj, stara babcia, no to z łokcia w mordę za wygląd i szukamy dalej. Jest jakaś młoda ładna! Z twarzy mi kogoś przypominała, jakaś aktorka czy kto? Biorę ją pod ramie i wbijam do pierwszego lepszego budynku. Pełno zakonnic, gdzie tu się schować? I to było kolejne głupie pytanie, TO TYLKO SEN! róbta co chceta! Na stół ją i zaczynamy. Niech się wszyscy patrzą! Zorientowałem się, że pokój wygląda znajomo. To był pokój u mojej babci w domu.

I na tym się sen zakończył. Miło było zobaczyć jak to jest być świadomym tego, że się śni. Polecam trening każdemu, to naprawdę świetne przeżycie i doskonała zabawa! Ja za pierwszym razem tak się cieszyłem, że zabrakło mi pomysłów na to co można robić (dlatego zacząłem wybijać szyby xD), a można wszystko: latać, pływać w najciemniejszych głębiach oceanu, zwiedzać fikcyjne miejsca np. z Władcy Pierścieni, pobić jakiegoś polityka itd. co wam tylko do łba wpadnie! pozdrawiam

Sennik

No to jest i sennik! Mam stary zeszyt, w którym zapisywałem kiedyś swoje sny, ale nie będę ich tutaj wklepywał, po co? Sny będą umieszczane na bieżąco. Mam np. sen z nocy 23-24 grudnia 2007 to posta z opisem snu umieszczam 24 grudnia 2007. Ze starych postanowiłem przytoczyć tylko sen, w którym po raz pierwszy doświadczyłem LD (Lucid Dream - Świadomy Sen) oraz cztery sny, a właściwie koszmary, ale to w swoim czasie. Czemu pisze tego bloga? A czemu nie? Dla mnie to bez różnicy czy sny będę zapisywał w zeszycie czy na blogu. Ludzie lubią czytać takie rzeczy, więc niech sobie poczytają ;-) Zapraszam też na OBE Dziennik 140! pozrdo